WHEN THE NIGHT COMES [4] trzymam się ścieżki



 Nie dajesz się zwieść kilku błyskom. Być może to pułapka.
 Biegniesz dalej. Gałęzie chłostają cię po całym ciele. Płuca powoli nie nadążają. Czujesz jak drętwieją ci palce. Każdy oddech wywołuje pieczenie.
 Słyszysz dziwny dźwięk. Stworzenie chyba jest blisko. Odwracasz się przez ramię by spojrzeć jak daleko jest potwór. I to twój błąd.
 Potykasz się o wystający korzeń i upadasz na ziemię. Próbujesz się szybko podnieść, ale nie masz na to czasu. Słyszysz jak to coś biegnie wprost na ciebie. Zdążasz tylko podnieść głowę, kiedy twoje nogi przeszywa piekący ból. Krzyczysz i próbujesz kopnąć przeciwnika, ale na próżno. Czujesz zapach krwi, nogi drętwieją, nie czujesz ich.
 Odwracasz się i widzisz ze twoje dolne kończyny zostały całkowicie zmiażdżone od kolana w dół. Zlały się w czerwono-czarną masę. Obracasz głowę i przymykasz oczy. Nie możesz na to patrzeć. Coś lepkiego dotyka twoich dłoni. Modlisz się żeby to była tylko twoja krew. Kierujesz wzrok na swoje nogi. Nie jest ci dane krzyknąć.
 Coś rozrywa ci brzuch z groźnym rykiem.