WHEN THE NIGHT COMES [4] biegne w stronę światła



 Rzucasz się w stronę światła.
 Jest coraz bliżej. Już prawie jesteś.
 Krzew z kolcami rozdziera ci ramię, ale nie przejmujesz się tym. Potem kolejny zahacza o twoje spodnie. Szarpiesz i oddzierasz kawałek materiału. Następna kolczasta łodyga wplątuje ci się we włosy. Na ścieżce teren był czysty. Tutaj jest pełno niebezpiecznych krzaków.
 Szarpiesz. Głowa pęka ci z bólu, ale włosy nie chcą się wyplątać. Nie masz czym ich odciąć. Szamoczesz się z krzewem. Światło zaczyna się robić coraz mniejsze i bledsze. Krzyczysz. Może ktoś cię usłyszy i ci pomoże. Niestety światło oddala się, a ty dalej jesteś uwięziona.
 Słyszysz miarowe uderzenia łap. Zaczynasz szarpać się jeszcze gorliwiej. Wyrywasz kilka włosów, ale to na nic. Twoja głowa została zaklinowana w szponach kolczastej rośliny.
 Odwracasz się w porę by zobaczyć jak wielka, czarna masa wskakuje prosto na ciebie. Wszeszczysz przeraźliwie, gdy pazury wbijają ci się w oczodoły. Ból jest nie do opisania. Trwa jeszcze kilka sekund.
 A potem wszystko pogrąża się w ciemności.